Publiczna moja śmierć

jestem tu sama
właściwie
tylko z ciszą niesprzeczne prowadzę dialogi
czuje jak cierpi kostka z bruku
twardo przez nas wydeptana
ja widziałam załamana matkę
ździebłka rozwietrzonego
słyszałam wiatru drwiący śmiech
zauważyłam jak las gnije
jak na ulicy, nawet te cegły krwiste duszą się
jak pojazd je dumnie zatruwa
wy nie patrzycie na
niewyrastające chwasty
nierozlana kroplę wody
nawet na poczekaniu
nie mówicie o
niepalących się domach
niezagubionych przedmiotach.
Przykro mi teraz,
że nikt nie uważał,
gdy ja umierałam.
Połamały się stalowe kraty
kilka niedopitych kropli na dnie szklanki już wyparowało
zastygł kapiący wosk z parapetu
nawet ta gruszka wyschła
a ja dalej tu stoję i czekam
wpatruje się w szary beton
liczę kropki w zdaniu
czekam
i liczę minuty spóźnień
schowanego w mojej szufladzie
tak oswojonego
producenta łez,
który odchodzi
a ja wraz z nim.

Nie wolno

Słyszysz ten bieg serca i urwany jego rytm
               ten trzask łamanych kości
Widzisz jak on odchodzi nieskruszony
Szukasz jego serca w dziurawej kieszeni
Budzisz się z nadzieją, by móc zasnąć wieczorem
Zasypiasz z wiarą, by znów się tu obudzić
Przyzwyczajasz się do śmierci bliskich ci ludzi
Nie! Nie...
I dlatego
dla suwerenności serca
Chcesz walczyć złamanym mieczem
Biegniesz swymi połamanymi nogami
Upadasz tuż przed metą
Kochasz, bo wiesz,
że nie wolno nienawidzieć.

Niechciane fantasy

   Przepraszają za leżący na szafce nóż i prawy policzek
Boją się siadać na krzesłach i kroić chleb
   Są ludzie, którzy nie potrzebują fantastyki
potwory żyją z nimi
a wojna wciąż trwa.
Chwytam chwile każdą umierającą
w dłoń drgającą
Czuje rozsyp diamentu
wyszlifowanego wspólnie
Wybieram drobinę
Patrzę, widzę, nie dowierzam
Może ślepnę, rozpościeram
tylko piachu grudkę,
na której wybuduje
samotnie smutnowolnie
nasz dom - do zburzenia -

Chwytasz
Czujesz
     Jak ja siebie - Ciebie -


Lonczak Aleksandra

zam. Wadowice Dolne
lat 15, uczennica
Publicznego Gimnazjum
w Wadowicach Górnych




Myśli biegające

Panie weź
mnie i ogarnij mnie
moje cicho biegnące myśli
potykające
ogranicz je
są zbyt rozległe
ale nie
nie ucinaj im stóp
bo może dobiegną tam
gdzie nie powinny
przecież ja wiem dobrze
umrą niechciane.



          wieczór
     dogasa światło
     dogasam i ja
          pokój
     gniją meble
     gnije i serce
     stukot zegara
     kres miłości już tyka
     utyka na jedną nogę
     łamię drugą
     odbiegam



     To zdolna

jestem tak niezdolna
butów zawiązać nie umiem
przez to też niezdolna
jestem uciec przed Tobą
zbyt zamknięte oczy mam,
by dostrzec jaki jesteś
znienawidzić niemocna
a czynność to tak prosta powszechna
a kochać - to zdolna



Obojętność szukana przez moja dłoń
wciąż szukana,
przez niektórych szykanowana
Oj, ja słaba niewdzięczna
Bez dłoni zamiast serca

podnoniki | portfel | Niedwiedza | big pizza na telefon | australia phone cards