"WSI SPOKOJNA, WSI WESOŁA"

czyli wiejskie życie dawniej…



Można przyjąć, że pierwszy zapis o wsi Wadowice Dolne pochodzi z roku 1596 i określa ją nazwą Kopaniny. Obecnie przysiółek ten stanowi część Wadowic Dolnych. Wieś należała wówczas do parafii Wadowice Górne. Parafia i kościół pod wezwaniem św. Anny w Wadowicach Górnych ufundowana została pomiędzy rokiem 1530 a 1577 staraniem i nakładem Stanisława Tarnowskiego. Na nowo ufundował kościół w 1585 roku Jan Tarnowski z Tarnowa, właściciel wsi Wadowice Górne i kasztelan Sądecki. Kościół ten usytuowany jest przy drodze głównej biegnącej przez Wadowice, przecinającej ją z północy na południe gościńcem zwanym niegdyś krakowskim lub pocztowym.. Domy - choć słuszniej byłoby je nazwać chatami, o małych oknach, w większości jednoizbowe z komórką i sienią z przyciesiami (podwalinami), wspartymi na dużych kamieniach i glinianymi wewnątrz polepami zamiast podłogi - usytuowane były po obu stronach drogi i zamieszkiwane przez liczne wielopokoleniowe rodziny. Spadziste dachy kryte słomianą strzechą dodawały szczególnego sielskiego uroku tej zabudowie.

Chaty w większości wyposażone były w ubogie drewniane meble. Ławy, stół, kołyska i kufer do przechowywania odzieży i ważnych dokumentów - najczęściej własnej roboty - znajdowały się niemal w każdym domu.. Łóżka, zaścielane prostą żytnią słomą, przykrywano zgrzebnym prześcieradłem zwanym płachtą. Jednym z bardzo ważnych elementów wyposażenia izby był wybudowany z cegły duży piec. Komin z dużym okapem wsparty często na metalowym pręcie, pod okapem palenisko z wejściem do komory wypiekowej. Na palenisku ustawiano żelazny trójnóg, na którym w żelaznym garnku gotowano. Dalej rozbudowany piec do gotowania, pod nim piwniczki, a w górnej części miejsce do suszenia zboża i często do spania dzieci, zwłaszcza w zimie. Budynki inwentarskie były bardzo skromne, drewniane, kryte słomą. Boki stodół zamiast desek często obszywano kiczkami ze słomy, rzadko plecionką z wikliny.
Mieszkańcy ciężko pracowali na dworskim i własnych poletkach. Zboże zbierano przy pomocy sierpów. Żniwny krajobraz pól przedstawiał mnóstwo kopek stawianych ze snopków - dziesiątek i mendli. Na ścierniskach często można było spotkać młode dziewczyny i chłopców boso, ciągnących za sobą wielkie drewniane grabie. Aby żaden kłos się nie zmarnował grabienie ściernisk było konieczne. Po żniwach, na polach dworskich, dzieci chłopskie zbierały pozostawiane gdzieniegdzie kłosy pszenicy, przez co często przeganiane były przez jeżdżącego na koniu, z biczem u pasa, ekonoma dworskiego. Prawie przez całą zimę dochodziły ze stodół odgłosy młóconego cepami zboża, które po oczyszczeniu z plew dosuszano i przemielano ręcznie według potrzeb w żarnach. W okresie zimowym odbywały się także zbiorowe skubania pierzy. To właśnie przy skubaniu pierza młode dziewczyny uczyły się śpiewania piosenek i pieśni kościelnych. Była to również okazja do przekazywania sobie różnych wiadomości.

Jesienią każdego roku odbywało się tak zwane roszenie łodyg lnu na rosie i moczenie łodyg konopi w rowach i stawkach. Zakończeniem tego procesu było oddzielanie paździerzy od włókna na drewnianych cierlicach i międlicach. Uzyskane w ten sposób włókna, przędzione przy pomocy wrzecion, były bardzo cenne. Otrzymywano w ten sposób różnej grubości nici, z których tkano płótno w ręcznych warsztatach tkackich. Taki warsztat tkacki w ówczesnych czasach znajdował się u Stanisława Kagana w sąsiedniej wsi Wampierzów oraz w Podborzu. W Podborzu także tłoczono, a raczej gnieciono, olej z nasion lnu o zabarwieniu brązowym i zielonkawy z nasion konopi, o specyficznym i niezbyt przyjemnym zapachu, przeznaczony do maszczenia potraw, zwłaszcza w okresie postu.
Prawie na każdym podwórzu znajdowała się studnia obłożona drewnianą cembrowiną, obok w większości drewniany żuraw z przywieszoną do niego konewką do czerpania wody.

Ówczesna wieś nasza tkwiła w otulinie drzew liściastych - wierzb, topoli i akacji - rzadko dębów i lip. Obok domów można było spotkać kwitnący wiosną krzew pachnącego bzu, a przed oknami kwitnące latem wyniosłe malwy. Za budynkami ciągnęły się zagony uprawnych pól, w większości przeznaczone pod uprawy zasiewy żyta i owsa, rzadziej jęczmienia, a tylko gdzieniegdzie uprawiano pszenicę. Sadzono też ziemniaki, a w nich fasolę, bób i kapustę. Siano także dość dużo niebiesko kwitnącego lnu, trochę konopi, z których to roślin pozyskiwano nasiona na olej i łodygi na włókno. Uprawiano również proso i tatarkę. Ziarna tych roślin tłuczono w tak zwanych stępach w celu oddzielenia łusek, otrzymując w ten sposób kaszę.
W stronę potoku Zgórsko i rzeki Breń ciągnęły się smugi podmokłych, a w niektórych miejscach bagnistych łąk zwanych też strugami. To z tych miejsc młodzież zbierała przed Zielonymi Świątkami pachnące tataraki do umajania domów. Zbierano tam również pijawki do butelek, które przykładane do ciała wysysały krew. Tę metodę leczenia stosowano bardzo często przy różnego rodzaju chorobach. Monotonię płaskiego, równinnego terenu urozmaicały wysokie dzikie grusze na miedzach, a w miejscach nieco wyższych - na wałkach - kępy obficie kwitnącej wiosną białej tarniny i dzikiej róży.
Wieczorami można było zobaczyć unoszące się nad bagnami i podmokłymi łąkami bajecznie wyglądające ogniki bagienne. Pięknym przyrodniczym zjawiskiem w ciepłe letnie noce były przemykające, bezgłośnie świecące robaczki świętojańskie. Scenerii tej towarzyszyło rozgłośne rechotanie żab i bzykanie przelatujących chrabąszczy. Wiosną łąki rozkwitały różnokolorowym kwieciem tworząc rozległe kobierce, by na przełomie lata zmieniać gamę barw od białych rumianów i innych pachnących ziół. W parne, słoneczne dni rozchodziła się dookoła woń modrych bławatków kwitnących w zbożach. Dziś jawią się tęskne wspomnienia i łza w oku się kręci na myśl, co człowiek zrobił z tym środowiskiem.

W niskiej, parterowej zabudowie wsi wzrok i uwagę przyciągała piękna sylwetka drewnianego kościoła pod wezwaniem św. Anny w Wadowicach Górnych. W tym właśnie kościele przyjął chrzest z rąk księdza proboszcza Stanisława Gancarza, w roku 1885, nasz późniejszy bohater ksiądz Józef Początek. Tu również przystąpił do I sakramentu Pokuty i przyjął I Komunię św. W dniu 17 lipca 1910 roku, za probostwa ks. Franciszka Łukasińskiego, odprawił swoją pierwszą mszę świętą, zwaną prymicyjną. W latach 1911 - 1913 wybudowano nowy, murowany kościół w Wadowicach Górnych. Dotychczasowy, drewniany przeniesiony został do nowo utworzonej parafii w Jamach, którego poświęcenia dokonano w 1916 roku.
Przyciągającym wzrok obiektem w Wadowicach Dolnych był natomiast modrzewiowy, w neogotyckim stylu kościółek pod wezwaniem św. Apolonii, będący niegdyś kaplicą dworską. Pierwsza historyczna wzmianka o tym kościółku pochodzi z 1721 roku. W 1944 roku został on spalony przez wojska sowieckie. Znajdujące się w owym czasie w podziemiach (piwnicach) metalowe trumny ze zwłokami byłych właścicieli dworu Apolinary zostały zbezczeszczone i splądrowane. Od najdawniejszych czasów ten sakralny obiekt mieszkańcy nazywali kościółkiem. Na odpust do niego ciągnęły tłumy ludzi z odległych okolic, jako że istniał i nadal istnieje wielki kult św. Apolonii - Patronki. Mieszkańcy wierzą, że św. Apolonia chroni okolicę przed gradobiciem, huraganami i innymi klęskami żywiołowymi. W niedalekiej odległości od kościółka stał nieduży, drewniany budynek kryty gontem. Wybudowany został przez właścicieli dworu i był różnie wykorzystywany. Początkowo pełnił rolę małego szpitala dla ciężko chorych podczas epidemii cholery, tyfusu czy bardzo groźnej odmiany grypy hiszpanki, która dziesiątkowała mieszkańców. W późniejszym czasie budynek ten przejściowo przeznaczono na szkołę, do czasu wybudowania nieco większego budynku szkolnego w 1853 roku.. Jednak nowo wybudowana szkoła, a raczej szkółka, kryta słomianą strzechą, jednoizbowa z mieszkaniem dla nauczyciela okazała się zbyt mała, dlatego lekcje prowadzono nadal w obydwu budynkach.
Na jedynym wzniesieniu we wsi Wadowice Dolne stały budynki dworu Apolinary. Budynek samego dworu był obszerny, murowany i kryty gontem. Wybudowany został w 1669 roku i był jedynym w okolicy budynkiem o architekturze barokowej. Wokół zabudowań rozciągał się dobrze utrzymany ogród; od zabudowań zaś ciągnął się długi, podziemny korytarz, wyprowadzony aż poza wzgórze w stronę potoku Zgórsko. Jego istnienie potwierdzono wykopując fragmenty (cegły) przy budowie wodociągu we wsi.
Spokojnie i sielankowo mogłoby się toczyć życie w naszej wsi, gdyby nie nękające nas od wieków liczne wojny, najazdy, gwałty, rabunki, epidemie chorób zakaźnych i klęski żywiołowe oraz ogromny ucisk chłopów.


Fragment książki Janiny Midura "OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA". Wadowice Dolne 2005.

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ



 

 

 

 

osuszacze sprężonego powietrza | drzwi zewnetrzne | dowcipy o politykach | alveo | Ośrodek Wczasowy